Wody odeszły mi w drodze na przyjęcie u jego mamy. Wściekły, zostawił mnie – w dziewiątym miesiącu ciąży – na zaśnieżonej drodze. Nie spodziewał się tego, co się stało.

Byłam w dziewiątym miesiącu ciąży, czułam się masywna i niezgrabna jak sterowiec. Jednak pod całym tym dyskomfortem tliło się ciche podekscytowanie – połączenie strachu i zachwytu, które towarzyszy świadomości, że zaraz poznasz swoje dziecko.

Ale dziś to ciepło zostało zniszczone przez narastającą falę niepokoju. Jechaliśmy na urodziny mojej teściowej.
Moja relacja z Sharon, matką mojego męża Grega, mogłaby być przykładem ukrytej wrogości. Nigdy mnie nie lubiła – nieśmiała dziewczyna z robotniczej rodziny, wychodząca za mąż za swojego „zdolnego, wykształconego” syna. W jej mniemaniu po prostu nie byłam wystarczająca. Mimo to Greg nalegał, żebyśmy pojechali.

„Leah, jeśli się nie pojawimy, mama straci panowanie nad sobą” – powiedział.